Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fundusze inwestycyjne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fundusze inwestycyjne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 grudnia 2007

Inwestycje alternatywne - fundusze hedgingowe

W artykule „Bezpieczne” fundusze inwestycyjne zaznaczyłem we wstępie, że nawet zwykła korekta, która miała miejsce na przełomie lipca i sierpnia tego roku wywołuje popłoch u wszystkich posiadaczy jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych. Jest to główny argument przemawiający za trzymaniem się z daleka od tego typu inwestycji. Zupełnie inaczej rysuje się sytuacja w przypadku funduszy hedgingowych, które cieszą się coraz większym zainteresowaniem.

Fundusze hedgingowe różnią się od otwartych funduszy inwestycyjnych możliwościami osiągania zysków nie tylko podczas hossy, ale również i bessy. Pierwszy fundusz typu hedge został założony w 1949 roku w USA przez Alfreda Jonesa. Podstawową zasadą funkcjonowania tych funduszy (głoszoną przez Jonesa) jest staranny dobór akcji, a nie poleganie na wzroście/spadku wartości aktywów podczas trendu wzrostowego czy zniżek. Fundusze hedgingowe do pewnego stopnia odcinają się, zatem od koniunktury rynkowej.

Oprócz standardowych zakupów akcji na światowych giełdach, fundusze te są zaangażowane w inne instrumenty finansowe, które budzą zdecydowany sprzeciw ich wrogów. Zarządcy funduszy hedgingowych inwestują na przykład w:

a) nieruchomości
b) towary – złoto, srebro i inne metale
c) trudne wierzytelności
d) spółki mające poważne problemy finansowe
e) instrumenty pochodne
f) zdarzenia nadzwyczajne – fuzje firm, przejęcia, prywatne emisje akcji itp.

Moim zdaniem sprzeciw tak naprawdę powinien budzić brak dostatecznych regulacji ustawowych w stosunku do funduszy hedgingowych, a nie sposoby lokowania aktywów. Fundusze typu hedge przypominają trochę programy HYIP, które nie są obwarowane żadnymi przepisami. Na szczęście w przypadku funduszy hedgingowych raczej nie występuje niebezpieczeństwo ucieczki zarządców ze zgromadzonymi pieniędzmi. Ustawodawcy państw europejskich jak i sama Unia Europejska dążą do sformalizowania działania tych funduszy, dlatego mam nadzieję, że w dalszej perspektywie czasowej będą one o wiele chętniej wykorzystywane przez inwestorów niż dzisiejsze FIO.

Wracając do form inwestowania zgromadzonych środków tych funduszy, twierdzę że nieuzasadniony jest strach, który powstrzymuje przeciętnych inwestorów od czerpania znacznych korzyści. Ktoś kto miał jakąkolwiek styczność z cyklami rynkowymi lub z analizą techniczną wie, że rynki akcji i towarów są ujemnie ze sobą skorelowane, czyli: w czasach świetności akcji fundusze hedgingowe mogą zarabiać właśnie na tego typu papierach wartościowych, a w czasie hossy na rynkach towarowych będą zarabiać na towarach. Czy nie jest to znaczna przewaga nad przeciętnymi funduszami inwestycyjnymi? Na dodatek obecna sytuacja rynkowa prezentuje się w ten właśnie sposób: ceny akcji nie potrafią wybić się ponad ostatni szczyt sprzed letniej korekty, a złoto wraz z ropą naftową biją historyczne rekordy!

Dowodem na osiąganie zysków bez względu na dominującą koniunkturę są wyniki funduszy hedgingowych mierzone indeksem Van Global Hedge Fund Index, który w latach 2000 – 2002 wzrósł o 2,1%(lata te były okresem permanentnej bessy na światowych rynkach finansowych, przez którą miliony ludzi straciły biliony dolarów z powodu inwestycji w fundusze inwestycyjne i plany emerytalne) podczas gdy akcje spółek potaniały prawie o 50%. Faktem jest, że nie zawsze podczas bessy fundusze będą osiągały tak świetne wyniki, dotyczy to szczególnie polskich funduszy hedgingowych (te amerykańskie są po prostu lepsze), które podczas kryzysu na rynku kredytów hipotecznych zanotowały całkiem znaczne spadki, bo około 10%. W Polsce istnieją trzy towarzystwa zajmujące się inwestycjami hedge: Opera TFI, Superfund TFI oraz Investors TFI.

Strach ma wielkie oczy, a najgorszymi doradcami w sprawach finansów są ludzie, którzy się na nich nie znają lub wolą powtarzać oklepane hasła doradzając dywersyfikację i inwestowanie długoterminowe. Jeśli wiesz na czym polega strategia inwestycyjna funduszy hedgingowych, przestaniesz słuchać ogółu społeczeństwa podsuwającego Ci fundusze inwestycyjne i zaczniesz zarabiać zarówno na wzrostach jak i na spadkach.

piątek, 16 listopada 2007

Inwestycje alternatywne - fundusze hedgingowe


W artykule „Bezpieczne” fundusze inwestycyjne
zaznaczyłem we wstępie, że nawet zwykła korekta, która miała miejsce na
przełomie lipca i sierpnia tego roku wywołuje popłoch u wszystkich
posiadaczy jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych. Jest to
główny argument przemawiający za trzymaniem się z daleka od tego typu
inwestycji. Zupełnie inaczej rysuje się sytuacja w przypadku funduszy
hedgingowych, które cieszą się coraz większym zainteresowaniem.



Fundusze hedgingowe różnią się od otwartych funduszy inwestycyjnych
możliwościami osiągania zysków nie tylko podczas hossy, ale również i
bessy. Pierwszy fundusz typu hedge został założony w 1949 roku w USA
przez Alfreda Jonesa. Podstawową zasadą funkcjonowania tych funduszy
(głoszoną przez Jonesa) jest staranny dobór akcji, a nie poleganie na
wzroście/spadku wartości aktywów podczas trendu wzrostowego czy zniżek.
Fundusze hedgingowe do pewnego stopnia odcinają się, zatem od
koniunktury rynkowej.



Oprócz standardowych zakupów akcji na światowych giełdach, fundusze te
są zaangażowane w inne instrumenty finansowe, które budzą zdecydowany
sprzeciw ich wrogów. Zarządcy funduszy hedgingowych inwestują na
przykład w:



a) nieruchomości

b) towary – złoto, srebro i inne metale

c) trudne wierzytelności

d) spółki mające poważne problemy finansowe

e) instrumenty pochodne

f) zdarzenia nadzwyczajne – fuzje firm, przejęcia, prywatne emisje akcji itp.



Moim zdaniem sprzeciw tak naprawdę powinien budzić brak dostatecznych
regulacji ustawowych w stosunku do funduszy hedgingowych, a nie sposoby
lokowania aktywów. Fundusze typu hedge przypominają trochę programy HYIP,
które nie są obwarowane żadnymi przepisami. Na szczęście w przypadku
funduszy hedgingowych raczej nie występuje niebezpieczeństwo ucieczki
zarządców ze zgromadzonymi pieniędzmi. Ustawodawcy państw europejskich
jak i sama Unia Europejska dążą do sformalizowania działania tych
funduszy, dlatego mam nadzieję, że w dalszej perspektywie czasowej będą
one o wiele chętniej wykorzystywane przez inwestorów niż dzisiejsze FIO.



Wracając do form inwestowania zgromadzonych środków tych funduszy,
twierdzę że nieuzasadniony jest strach, który powstrzymuje przeciętnych
inwestorów od czerpania znacznych korzyści. Ktoś kto miał jakąkolwiek
styczność z cyklami rynkowymi lub z analizą techniczną wie, że rynki
akcji i towarów są ujemnie ze sobą skorelowane, czyli: w czasach
świetności akcji fundusze hedgingowe mogą zarabiać właśnie na tego typu
papierach wartościowych, a w czasie hossy na rynkach towarowych będą
zarabiać na towarach. Czy nie jest to znaczna przewaga nad przeciętnymi
funduszami inwestycyjnymi? Na dodatek obecna sytuacja rynkowa
prezentuje się w ten właśnie sposób: ceny akcji nie potrafią wybić się
ponad ostatni szczyt sprzed letniej korekty, a złoto wraz z ropą
naftową biją historyczne rekordy!



Dowodem na osiąganie zysków bez względu na dominującą koniunkturę są
wyniki funduszy hedgingowych mierzone indeksem Van Global Hedge Fund
Index, który w latach 2000 – 2002 wzrósł o 2,1%(lata te były okresem
permanentnej bessy na światowych rynkach finansowych, przez którą
miliony ludzi straciły biliony dolarów z powodu inwestycji w fundusze
inwestycyjne i plany emerytalne) podczas gdy akcje spółek potaniały
prawie o 50%. Faktem jest, że nie zawsze podczas bessy fundusze będą
osiągały tak świetne wyniki, dotyczy to szczególnie polskich funduszy
hedgingowych (te amerykańskie są po prostu lepsze), które podczas
kryzysu na rynku kredytów hipotecznych zanotowały całkiem znaczne
spadki, bo około 10%. W Polsce istnieją trzy towarzystwa zajmujące się
inwestycjami hedge: Opera TFI, Superfund TFI oraz Investors TFI.



Strach ma wielkie oczy, a najgorszymi doradcami w sprawach finansów są
ludzie, którzy się na nich nie znają lub wolą powtarzać oklepane hasła
doradzając dywersyfikację i inwestowanie długoterminowe. Jeśli wiesz na
czym polega strategia inwestycyjna funduszy hedgingowych, przestaniesz
słuchać ogółu społeczeństwa podsuwającego Ci fundusze inwestycyjne i
zaczniesz zarabiać zarówno na wzrostach jak i na spadkach.





Powered by ScribeFire.

środa, 31 października 2007

Szaleństwo TFI trwa w najlepsze.

Na koniec listopada 2006 roku wartość aktywów zgromadzona w TFI sięgnęła 95 mld zł.*
Oznacza to wzrost o ponad 50% wobec roku 2005 i potrojenie aktywów od 2004 r.
Z całą pewnością tak duży napływ pieniędzy do funduszy zawdzięczamy koniunkturze na GPW oraz zmasowanej reklamie. Fundusze inwestycyjne są przedstawiane jako idealny i łatwy sposób na pomnożenie oszczędności. Hasła typu „200% w 3 lata” muszą robić wrażenie na przeciętnym Kowalskim. Swoista moda na fundusze powoduje masowy odpływ środków z lokat właśnie do TFI. Zamiast trzymać pieniądze na 4% rocznie, klienci w funduszach zrównoważonych (średniego ryzyka) mogą zarobić 25-30% rocznie. O lepszą rekomendację chyba trudno.

Jeśli jednak komuś się wydaje, że Polska jest gigantem na rynku funduszy inwestycyjnych, srogo się zawiedzie. Jesteśmy maruderem Europy, nie mówiąc o rynku amerykańskim. Pod względem aktywów TFI znajdujemy się na odległym 18 miejscu w UE**. Największe aktywa posiada Luksemburg – 1570 mld EUR. Tuż za nim jest Francja – 1310 mld EUR. Dla przykładu Hiszpania, która z racji ilości mieszkańców najczęściej porównywana jest z Polską, znajduje się na 6 miejscu rankingu tuż obok, uchodzących za bardzo zamożnych, Niemców. Polska ze swoimi niespełna 20 mld EUR praktycznie nie liczy się w stawce. To pokazuje jak dużo jeszcze pozostaje do nadrobienia, aby choć zbliżyć się do liderów. Nikogo nie powinno również dziwić to, że światowi giganci funduszy inwestycyjnych narzekają na niewielki rozmiar naszego rynku. Jeśli porównamy aktywa amerykańskiego Franklin Templeton, które wynoszą ok. 300 mld USD z 30 mld, USD jakie mają łącznie wszystkie polskie TFI, to wszystko staje się zrozumiałe.

Nowe fundusze, nowe możliwości

Choć na rynku dostępnych jest blisko 250 funduszy, wciąż powstają nowe.
2006 rok to przede wszystkim pojawienie się funduszy funduszy, funduszy parasolowych oraz nowych funduszy rynku nieruchomości. Hitem okazały się też fundusze małych i średnich spółek, które przyniosły rekordowe zyski sięgające 70-80% rocznie (DWS, ING), według danych za listopad 2006.

Perspektywy wydają się znakomite

Rok 2007 również zapowiada się dobrze. Wiele wskazuje na to, że po rekordowym pod względem debiutów giełdowych 2006 r., kolejny będzie jeszcze lepszy. Świadczą o tym zarówno plany spółek, które składają prospekty emisyjne, jak i zwrot w polityce prywatyzacyjnej Skarbu Państwa. Zakłada ona wprowadzenie na giełdę nawet kilkunastu spółek. Inwestorzy indywidualni oraz TFI i OFE będą mieli zatem w co inwestować.

Rośnie wpływ TFI na giełdę.

TFI obok OFE to najpotężniejsi gracze na rynku. OFE, które w listopadzie dysponowały kwotą ok. 110 mld zł aktywów, przegrywają jednak z TFI jeśli chodzi o wielkość aktywów inwestowanych w akcje. Jak wiadomo celem OFE jest jak najlepsze zarządzanie powierzonymi środkami bez ponoszenia zbędnego ryzyka z jakim wiąże się inwestowanie w akcje. Poza tym OFE obowiązuje ograniczenie co do wielkości zaangażowania w akcje, które wynosi 40%. Dla porównania w najbardziej agresywnych funduszach akcyjnych udział akcji sięga 90%.

Za sprawą tak znacznego napływu środków do funduszy rośnie ich udział w ogólnej kapitalizacji giełdy. O ile jeszcze rok temu udział ten wynosił 10,1%, o tyle na koniec 2006 r. sięgnął 12%.
W okresie bardzo dobrej koniunktury tak duży udział nie rodzi zagrożeń. Wręcz przeciwnie, drobni inwestorzy korzystają na wzrośnie cen akcji. Gorzej jeśli nadejdzie bessa. Fundusze, które obracają miliardami, będą miały kłopoty z szybkim upłynnieniem posiadanych akcji. Warto mieć to na uwadze i nie inwestować wszystkich oszczędności w fundusze akcyjne. A jeśli już zdecydujemy się na takie ryzyko, obserwujmy co dzieje się na rynku. Najmniej stracą ci inwestorzy, którzy jako pierwsi zdecydują się na upłynnienie jednostek funduszy, gdy tylko na rynku zrobi się gorąco.

Różnica między TFI a OFE tkwi w jeszcze jednym istotnym szczególe. Środki z OFE są gromadzone niejako automatycznie poprzez transfery z ZUS. Kiedy już trafią do OFE pozostają poza zasięgiem klientów. Do TFI natomiast środki trafiają dobrowolnie, co rodzi pewne ryzyko. W razie nawet krótkotrwałych spadków mniej doświadczeni inwestorzy o słabszych nerwach mogą zacząć sprzedawać swoje jednostki powodując spadki niekoniecznie uzasadnione panującą sytuacją.
Warto o tym pamiętać i nie ulegać niepotrzebnym emocjom.

Kodeks funduszy – czyli koniec ze swobodą prezentacji wyników

W połowie grudnia doszło do ważnego wydarzenia dla klientów funduszy inwestycyjnych. Opublikowany został kodeks dobrych praktyk inwestorów instytucjonalnych. Kodeks określa sposób w jaki TFI muszą publikować wyniki inwestycji. Do tej pory w tej kwestii panowała pełna swoboda i fundusze nieraz tak dobierały okresy i punkty odniesienia, aby wykazać się jak najlepszą stopą zwrotu.
W praktyce często wprowadzało to klienta w błąd lub zaciemniało rzeczywisty obraz sytuacji.
Dzięki nowym zasadom podawania informacji każdy fundusz musi przedstawić w sposób przejrzysty zysk na tle indeksu giełdowego. Z całą pewnością kodeks stanowi krok w kierunku ułatwienia klientom decyzji o wyborze funduszu.

Podsumowując, 2007 rok powinien być udany dla funduszy inwestycyjnych inwestujących na rynku krajowym. Wyjątkiem mogą być fundusze lokujące za granicą. Za sprawą różnic kursowych w 2006 roku praktycznie wszystkie zanotowały tylko symboliczne zyski, a część niestety przyniosła straty. Silny złoty skutecznie niweluje zyski i póki co nic nie wskazuje na to, aby trend umacniania polskiej waluty miał się odwrócić. Sprzyja temu zbyt wiele czynników naraz: wysokie tempo wzrostu gospodarczego, napływ funduszy strukturalnych, inwestycje zagranicznych koncernów oraz względna stabilizacja polityczna.

* Analizy Online
** EFAMA - European Fund and Asset Management Association

Fundusze inwestycyjne lokujące na rynkach azjatyckich.

Azja – to ostatnio najmodniejszy kierunek inwestycji dla funduszy inwestycyjnych.
Skąd taki pęd do inwestowania na rynkach azjatyckich? Czy fundusze inwestycyjne lokujące na tamtejszym rynku rzeczywiście są tak atrakcyjne? Na jakie ryzyko musimy być przygotowani? Kiedy i dla kogo ta forma inwestycji może być atrakcyjna? Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć poniżej.

Zerkając na wyniki jakie osiągnęły w ubiegłym roku fundusze inwestycyjne inwestujące na rynkach zagranicznych łatwo zauważyć, że klienci wielu z nich nie mieli powodów do radości.
Wszystko za sprawą różnic kursowych. Zwłaszcza fundusze denominowane w USD nie były trafioną inwestycją. W 2006 r. kurs USD osłabił się wobec PLN o ok. 13%. Jeśli dodamy do tego wysokie opłaty manipulacyjne sięgające 4%, większość funduszy akcyjnych jeśli nawet osiągnęły niezłe zyski - ok. 20% to ostatecznym rozrachunku nie dały wiele zarobić.

Jeśli zainteresujemy się rynkami azjatyckimi mamy dwie możliwości. możemy skorzystać z oferty krajowych TFI, które posiadają fundusze inwestujące na zagranicznych rynkach lub kupić jednostki światowych gigantów takich jak Franklin Templeton czy Merrill Lynch. Oferują one o wiele większy wybór funduszy, a ich jednostki uczestnictwa można nabyć w bankach i firmach doradztwa finansowego.

Moda na Azję
W ostatnim czasie nastała prawdziwa moda na azjatyckie fundusze. Tylko ile w tym zabiegów marketingowych, a ile prawdziwych korzyści? O tym przekonają się inwestorzy, którzy zdecydują się zainwestować w fundusze inwestycyjne lokujące w Azji.
Wydaje się, że główną zachętą do inwestowania na tamtejszych rynkach jest bardzo szybki wzrost gospodarczy Chin. 10-11% PKB jakie osiąga rokrocznie chińska gospodarka musi robić wrażenie.

O czym warto wiedzieć decydując się na inwestycję na rynkach azjatyckich:

Wyższe prowizje
W odróżnieniu od wielu krajowych funduszy, których jednostki uczestnictwa można kupić przez internet bez płacenia opłat manipulacyjnych w przypadku funduszy globalnych typu Franklin Templeton prowizje sięgają nawet 5%.

Ryzyko walutowe
Wybierając inwestycję w fundusze denominowane w walutach nie możemy zapominać o ryzyku walutowym. Obecnie wiele sprzyja krajowej walucie, co oznacza jej umacnianie, a tym samym spadek zysku po przeliczeniu walut na złotówki. Posługując się danymi o kursie USD/PLN z 2006 roku wyraźnie widać, iż dolar stracił wobec złotówki 13%. Jeśli dodamy do tego ok. 4-5% prowizji od zakupu jednostek i tyle samo za ich umorzenie, okaże się że aby wyjść na swoje trzeba było zarobić
w funduszu ok. 22% rocznie. A to już nie takie proste. Dużo wyższe zyski przyniosły w 2006 r. fundusze akcyjne inwestujące w akcje na rynku europejskim. Najlepszy dał zarobić 37% w euro.
Jaką mamy szansę, że zainwestujemy w tak dochodowy fundusz? Nikłe. Tymczasem akcyjne fundusze krajowe przyniosły 50-60% aż po rekordowy DWS TOP 25, który dał zarobić ponad 80%.

Wyższe limity inwestycyjne
Franklin Templeton i Merrill Lynch to światowi giganci na rynku funduszy inwestycyjnych.
Stawiają jednak najwyższe wymagania co do minimalnych kwot inwestycji. I tak w FT minimalna wpłata to 2500 euro, a w ML 5000 euro.

Mniejszych kwot inwestycji oczekują Raiffeisen i Fortis. W pierwszym minimum to 1000 euro, w drugim 1000 dolarów lub 1000 euro. Najmniejsze wymogi stawiają Legg Mason i Robeco, który pozwala inwestować na rynkach wschodzących już za 500 zł.

Spośród krajowych TFI, fundusze umożliwiające inwestycje na rynku azjatyckim oferują:
Pioneer, który wymaga 1000 zł minimalnej wpłaty, Pekao/Credit Suisse również 1000 zł, oraz AIG Parasolowy, który jednak ceni się wyżej wymagając 5000 zł.

Dywersyfikacja
Określenie to pojawia zawsze przy okazji dzielenia ryzyka inwestycyjnego. Nie inaczej jest w przypadku lokowania kapitału na rynkach azjatyckich. Biorąc pod uwagę czynniki ryzyka, jak choćby zmiany wartości walut, inwestycje w fundusze na rynkach azjatyckich nie powinny stanowić więcej jak 20-30% wartości naszego portfela. Obserwując inwestycje na krajowym rynku funduszy inwestycyjnych, które w ostatnich latach przyniosły znacznie wyższe zyski niż azjatyckie, te ostatnie należy raczej traktować jako uzupełnienie form inwestowania.

Rynek azjatycki poza ogromnym wzrostem gospodarczym rodzi również zagrożenia.
Tak dynamiczny rozwój wcześniej czy później może ulec zahamowaniu, o ile nie załamaniu.
Wiadomo, jakie miałoby to skutki dla giełd tamtego regionu. Trudno przewidzieć reakcję światowych gigantów wśród funduszy inwestycyjnych. Gwałtowna wyprzedaż akcji na giełdzie chińskiej odbiłaby się czkawką na pozostałych giełdach, a inwestujące na niej fundusze inwestycyjne liczyłyby swoje straty.

Nie od dziś wiadomo, że chiński boom gospodarczy budzi zarówno zachwyt jak i niepokój.
Podejmowane są nawet delikatne kroki, aby zmniejszyć tempo wzrostu PKB, ale póki co niewiele one dają.

Polski rynek giełdowy, choć marginalny ze względu na swoją wielkość, ma swoje zalety. Łatwo go śledzić. Jest niejako obok. Wiadomo ogólnie co wpływa na koniunkturę na GPW. Dobre dane gospodarcze, wysokie zyski spółek giełdowych, napływ aktywów do TFI i OFE. Jednym słowem łatwiej kontrolować swoje inwestycje. Zakup czy sprzedaż jednostek krajowych funduszy inwestycyjnych nie stanowi większego problemu.

Podsumowując, nie dajmy się zwariować i nie ulegajmy samej modzie na inwestowanie w Azji.
Reklama czy doradcy finansowi mają na celu przyciągnąć klienta, ale nie zagwarantują nam zysków.